-O Mnie- amico, czyli ja:
czyli...po prostu ja!
"jestem tylko tym,kim jestem...-małym człowiekiem,co szuka słów"...wieczną tajemnicą w wiecznej drodze...homo viator
idę.tak sobie idę.z głową spuszczoną.nie mogę jej podnieść.śnieg prószy w oczy.wiatr cofa do tyłu.oczy przepełniają się łzami.stają.spoglądam w prawo.ciemno.spoglądam w lewo.ciemno...ciemno.cicho.pusto...ciemny asfalt ulicy z rzadka nawiedzany przez samochody.biały.równy.nieskalany niczym puch na poboczu.kawałek dalej drzewa.ciemne.jedno obok drugiego.wtulone w siebie jakby chciały się ogrzać.idę dalej.nie pomoże stanie.patrzenie.myślenie.nie ma znaków.nie ma tabliczek.któraś droga prowadzi tam gdzie chcę.obie są identyczne.na końcu jednej mój skarb.dojdę do niego lub nie.zawrócę i pójdę w drugą stronę.zawrócę i pójdę w jego kierunku.już tym dobrym.mimo.że nie zdążę.że zabraknie mi czasu.że jego już tam nie będzie...nie ma co rozmyślać.iść trzeba...więc idę.tak sobie idę.im dalej tym ciemniej.drzew więcej.mniej samochodów.mniej budynków.więcej śniegu...mijam mostek i drugi.kilka mniejszych dróżek.idę główną przed siebie...staję.patrzę przed siebie.to nie tutaj...oglądam się za siebie.wracam i skręcam w pobliską uliczkę.ciemna.ciemniejsza niż poprzednia.bez latarni.wąska.zaśnieżona.wiem.że to tutaj.idę...
idę.tak sobie idę.spokojnie.po cichu...a w środku walka.kłótnia serca z umysłem.racjonalności z irracjonalnością.uczuć z myślami.rzeczywistości z wyobraźnią.możliwości z marzeniami.co robić?gdzie iść?
na przeciw umysłu.za sercem.za chorymi marzeniami?iść mimo.że umysł mówi:nie ma sensu.mimo pewności kolejnej rany w sercu...?serce jednak ma jeszcze nadzieję.głupio.ślepo wierzy.że może być inaczej.że uda się odzyskać przeszłość.naprawić teraźniejszość.poukładać przyszłość...czy lepiej serce uciszyć.przyjąć co umysł dyktuje?przymusić serce do milczenia.aż zgodzi się zmienić poglądy na świat...
możliwa jest miłość bez serca?miłość samym umysłem?
jest sens kochać wciąż.wiedząc.że już nie ma nadziei?
walka serca z umysłem.umysłu z sercem...moim sercem?przyszło niepostrzeżenie...wróciło...
Idę.tak sobie idę.idę z małą istotą u mego boku.w dłoni ściskam malutką.deikatną dłoń owej istoty.staram się iść powoli.stawiać mniejsze kroki.by istota nadążyła.nie wystarcza.istotka szybko musi przebierać nogami by nadążyć…przemieszczamy się powoli.istotka mówi.stara się bym rozumiała litery z trudem składane w całość.słowa w nielogicznych zdaniach.zadaje pytania.nie pozwala przestać mi słuchać.mówić.zwracać na nią uwagę.chętnie odpowiada na moje pytania.powtarza kilkakrotnie odpowiedź.upewnia się.że zrozumiałam.rozmowa się ciągnie.drogi nie brakuje.tematów więcej niż czas pozwala…mijamy drzewa.domy.łąki.place zabaw.ją to nie interesuje…
Idziemy.tak sobie idziemy.nagle czuję.moja ręka zostaje w tyle.coś ciągnie mnie w dół.obracam się.słyszę:”patrz!mała mrówka!”.istotka zafascynowana małym stworzonkiem.małą mrówką na naszej drodze.schodzi na bok.ustępując jej miejsca.by mrówka mogła spokojnie przejść…idziemy.tak sobie idziemy dalej.istotka puszcza moją dłoń.pospiesznym krokiem udaje się w stronę gromadki dzieci na placu zabaw.dziwię się na ten widok.czasu nam zostało nie wiele.nie wiem co robić.odciągać ją na siłę.pozwolić się bawić.spóźnić się?istotka sama odpowiedziała na moje pytanie.przechodzi przez plac zabaw.zatrzymuje się za nim.krzyczy:”kasztanki!patrz kasztanki!zbierzmy!”.zaczyna zbierać rozsypane pod drzewami kasztany…
Tak mała istota.tak ciekawa świata.dostrzegająca to czego moje oczy nie widzą.to na co nie zwracam uwagi.to co straciło dla mnie jakąkolwiek wartość już w dzieciństwie.mała istotka rozumiejąca lepiej niż niejeden dorosły…
idę.tak sobie idę...nie dociera do mnie co się dzieje.gdzie jestem.na nic nie zwracam uwagi.odległa od rzeczywistości.myślami gdzieś daleko.idę przed siebie.jedna myśl przepędza drugą.jedna zaprzecza drugiej.jedna przewyższa drugą.jedna budzi niepokój.druga uspokaja.jedna wyciska łzy.druga ociera...myśl za myślą.kłęby myśli w głowie.natłok.z każdą sekundą nowe przemyślenia.problemy.smutki.przykrości... uspokojenie.wyciszenie.radość...gdzie sens tego wszystkiego?które myśli zostawić.które odrzucić...chcę wybierać.mogąc wybierać wybiorę szczęśliwe.lepsze.radosne...lecz nie mogę..są te które przyjdą...
idę tak sobie idę...po raz kolejny zaczynam od nowa budować.stawiam na nogi marzenia.nowa marzenia...może nie nowe...może były lecz ukryte...wygrzebuję je z ukrycia.nowe-stare marzenia...moje marzenia.cel...jest..pomysł...obecny...chęci... ...są...zagłuszane echem marzeń marzenia gubią się w zgiełku myśli...zostało więc tylko uciszyć echo...
idę.tak sobie idę.dalej.dalej.dalej.z nadzieją.że skończą się szarości.ciemności.smutki.że będę mogła cieszyć się otaczającym mnie pięknem.idę.tak sobie idę.w oddali dostrzegam jakąś postać.podchodzę bliżej by zobaczyć kto to.widzę znajomą osobę.serce zaczyna się radować.podchodzę bliżej.by mnie zauważył.mówię"cześć!pamiętasz mnie?"."hej!oczywiście.że pamiętam.byliśmy kiedyś razem na jakimś wyjeździe.nie?a możesz mi przypomnieć imię?".nagle serce przestało się radować.ma ochotę krzyczeć.złości się.on mnie nie pamięta.zapomniał o moim istnieniu.tyle czasu.tyle poświęceń.tyle wyrzeczeń i zmian.a on zapomniał.inni też zapomnieli?serce już się nie gniewa.smuci się.idę dalej.w głowie natłok myśli.jak mógł zapomnieć?dlaczego?co zrobiłam.że nie chce pamiętać?powiedziałam coś źle?zrobiłam?może nie zrobiłam?...nie wiem...idę dalej.widzę w oddali zarysy osób.jest ich kilka.śmieją się.dobrze bawią.ktoś coś mówi.wszyscy się śmieją.ktoś inny mówi.znowu się śmieją...podchodzę bliżej.przyglądam się.widzę znajome twarze.szybko podchodzę do tej grupki osób.witają mnie uściskami.cieszą się na mój widok.zaczynają opowiadać od początku to co ich śmieszyło.śmieją się po raz kolejny teraz ze mną.oni mnie pamiętają.nie zapomnieli.przyjęli po raz kolejny do swojego grona.z nimi czuję się dobrze.w środku mam pustkę.jednak wolę mieć pustkę i być z nimi.niż mieć pustkę i być sama.może pustka się zapełni.nie chcę jej zapełniać na chwilę.na dzień.na dwa.na miesiąc.chcę ją zapełnić już na zawsze.raz na zawsze.mieć pewność.że już nigdy nie będzie pustki…